niedziela, 25 marca 2012

Makijaż Imprezowy w Wersji Hard

Witam serdecznie!

     Jakiś czas temu - między innymi dzięki Waszej pomocy - poszczęściło mi się i zostałam laureatką konkursu makijażowego organizowanego przez portal lamode.info. Raz jeszcze pięknie dziękuję Wam za wszystkie głosy! Tematyka konkursu pozwalała na dość dużą dowolność. Chodziło w nim głównie o to, by... zaszaleć w karnawałowym stylu. Zaszalałam, a jakże! A dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami procesem twórczym, który zaowocował powstaniem tego właśnie makijażu.





     Nie ukrywam, że wymaga on nieco czasu i umiejętności, jednak jest jak najbardziej do zrobienia! Nie przedłużając, zapraszam Was gorąco na tutorial. 


1. Zaczynam od naszkicowania czarną kredką zakrąglonego kształtu wzdłuż załamania powieki - ja postawiłam na lekko wydłużony owal. Kredkę rozcieram na zewnątrz, a także nieco ku górze. Rozpoczynam cieniowanie ruchomej powieki matowymi odcieniami fioletu. Nakładam kolejno: jasny liliowy cień...



2. ... na środku dodaję średni fiolet. Całość dopełniam najciemniejszym fioletowym pigmentem. Sięgam po matową czerń i nakładam ją wzdłuż zagłębienia powieki oraz w zewnętrznym kąciku oka.



3. Całość rozdymiam przy pomocy małego kuleczkowego pędzelka. Sięgam po zgaszony, złamany szarością fiolet i rozdymiam czerń ku górze i na zewnątrz. Dążę do jak najbardziej płynnego przejścia tonalnego. Pod samym łukiem brwiowym aplikuję matową biel.



 4. Na tym etapie podkreślam brwi nadając im wyraźną linię. Sięgam po miękką białą kredkę i rozjaśniam nią okolice wewnętrznego kącika dolnej powieki oraz "porządkuję" zewnętrzną część makijażu. Pora na odrobinę artystycznego szaleństwa. Używając szarego cienia i ukośnie ściętego pędzelka rysuję długie, rzęsopodobne kreski pod okiem.



5. Całość dopełniam czernią tuż przy rzęsach. Przestrzeń między kreskami dopełniam odrobiną cienia w kolorze fuksji. Używam do tego pędzelka do eyelinera. Sięgam ponownie po białą kredkę i przy jej pomocy koryguję ewentualne niedociągnięcia między kreskami.



 6. Utrwalam kredkę białym cieniem. Dodatkowo w zewnętrznym kąciku dodaję odrobinę opalizującego na różowo pigmentu. Pora na eyeliner! Zaczynam od dość grubej czarnej kreski wzdłuż górnych rzęs.



 7. Wewnętrzny kącik i przestrzeń za krańcem czarnej kreski rozjaśniam białym linerem. Dodaję czarną "falkę", przyciemniam linię wodną oka oraz tuszuję rzęsy.



8. Usta obrysowuję i wstępnie wypełniam konturówką w kolorze ust. Wypełniam usta cielistą szminką. Na koniec nakładam odrobinę błyszczyku. 









 Użyte produkty:
Twarz:
- Lioele Triple The Solution BB Cream
- korektor w kremie Inglot AMC #64
Oczy:
- brwi – Essence eyebrow designer #03 Light Brown
- Delia Onyx Korektor do Brwi
- baza - Sephora
- Inglot ozdoby do ciała #60
- fioletowy pigment – Pure Luxe #Bad Girl
- różowy cień – Coastal Scents 88 Ultra Shimmer
- biały, kremowy, fioletowy cień – paleta W7
- POP palette, Smoked Out Silver
- czarna kredka Inglot AMC #101
- biała kredka Manhattan A11
- żelowe linery Inglot: czarny #77, biały #76
- tusz Multi Lash Black, Make Up Store
- klej DUO
- rzęsy kcenterhk
Usta:
- konturówka Yves Rocher #06 Nude Rose
- szminka – okrągła paleta Sephora
- błyszczyk Max Factor Vibrat Curve Effect #09Sophisticated


Pozdrawiam cieplutko :***

 

niedziela, 18 marca 2012

Recenzja: Lakiery Holograficzne Golden Rose

Cześć, dziewczyny!

     Być może wspominałam Wam w przeszłości, że w temacie lakierów do paznokci bywało ze mną różnie. O ile dobrze pamiętam, pierwszy lakier jaki kiedykolwiek sobie kupiłam wyprodukowała firma Ados. Kosztował grosze, zamknięty był w niebrzydkim szklanym opakowaniu w spiralne falki i... miał najbardziej absurdalny kolor neonowej cytryny jaki można sobie wyobrazić! Dodam, że miałam wtedy jakieś 13-14 lat i zerowe pojęcie o tym co i jak wygląda. Zainteresowanie takimi "bzdurami" jak ubrania, wygląd, jakikolwiek styl noszenia się przyszło dopiero rok później. 
     Kiedy już przyszło rozwijało się spokojnie, by osiągnąć apogeum na początku szkoły średniej. Na ten okres przypada również zdecydowany szczyt mojego zainteresowania lakierami. Miałam ich MNÓSTWO. Codziennie malowałam paznokcie na inny, najczęściej ciemny kolor. Same paznokcie nosiłam długie i wypielęgnowane, przez co wiele osób było święcie przekonanych że są one sztuczne. 
     Potem stopniowo lakierowe szaleństwo słabło, by w końcu ustabilizować się na względnie znośnym poziomie obejmującym zaledwie kilka buteleczek w kolorach łatwych do zestawienia z większością strojów w mojej szafie. A potem poznałam kilka wspaniałych dziewczyn z Trójmiasta i okolic, które na nowo wywaliły mój lakierowy świat do góry nogami.

     W efekcie moja niewielka kolekcja w ciągu ostatnich miesięcy znowu się powiększyła. Co więcej, zaczęłam przyglądać się wykończeniom lakierów. Dla wielu z Was to, cytując za klasykiem, oczywista oczywistość jednak nie dla mnie. Przeglądając przepastne lakierowe zbiory koleżanek wyodrębniłam z nich kilka typów, które spodobały mi się najbardziej. Dzisiaj będzie o jednym z nich.


Panie i... Panie, przedstawiam Wam lakiery holograficzne marki Golden Rose!




      Firm produkujących lakiery holograficzne jest na polskim rynku stosunkowo niewiele, nad czym bardzo ubolewam! Jak tylko je zobaczyłam, wiedziałam że muszę je wypróbować, ponieważ efekt jaki dają jest zjawiskowy. Jakaż była moja radość, gdy dowiedziałam się że firma Golden Rose ma w swojej ofercie kilkanaście różnych odcieni lakierów holograficznych! Kupiłam sobie cztery z nich.

Oto co mogę powiedzieć na ich temat po kilku miesiącach używania:

Dostępność - Sklepy Golden Rose. Swoje lakiery nabyłam w Carrefourze (Gdańsk Morena).

Cena - 5,90zł

Pojemność - 5,5ml

Czas schnięcia – W normie, zależy od ilości nałożonych warstw.

Poziom krycia - Producent obiecuje, że wystarczy już jedna warstwa, by uzyskać optymalny poziom krycia, jednak moim zdaniem lepiej jest nałożyć dwie. Spośród czterech kolorów które mam, tylko najciemniejszy róż wygląda dobrze nałożony jedną warstwą.

Trwałość - W moim przypadku 4 dni. Termin ważności lakieru to 8 miesięcy od otwarcia.

Pędzelek - Tradycyjny, jak u większości lakierów.

Wykończenie lakieru - holograficzne

Zmywanie – Bezproblemowe! Lakier usuwa się szybko, nie brudząc skórek, nie odbarwiając płytki paznokcia.




     Mówiąc w telegraficznym skrócie, jestem tymi lakierami oczarowana! Z mojego punktu widzenia są bezproblemowe. Łatwo się nakładają, szybko wysychają, dają piękną bardzo błyszczącą taflę na paznokciach, długo się noszą i zmywają bez żadnych kłopotów. A przy tym są bardzo tanie! Nie bez znaczenia jest również szeroka skala kolorów - za to duży plus! Sam holo-efekt jest raczej rozproszony - iskierki pojawiają się na całej powierzchni płytki. Nie uzyskacie tym lakierem klasycznego skupionego na środku paznokcia tęczowego rozbłysku. Jeśli więc miałabym się czegoś koniecznie uczepić, to tylko tego. Cała reszta jest rewelacyjna.
Jak dla mnie: +4/5

Tutaj macie każdy z czterech lakierów pokazany osobno, wraz z numerem.



Tak wygląda każdy z kolorów na paznokciach: z fleszem i bez flesza:


     Dla porównania pokażę Wam jak wyglądał najciemniejszy róż na moich paznokciach, kiedy były jeszcze długie, ponieważ myślę, że lakiery holograficzne najpiękniej wyglądają na dłuższej płytce. Widać wtedy każdy refleks i każdą barwną iskierkę.

Na paznokciach kolor #120



     Lubicie lakiery holograficzne? Macie z nimi jakieś doświadczenia? A może znacie inną firmę produkującą lakiery holograficzne, dostępną na polskim rynku i godną polecenia?

Pozdrawiam serdecznie!
Katalina

sobota, 17 marca 2012

TAG: Moje Muszmiecie

Hej, Misiaki!

     Dzisiejszy dzień przywitałam w bajecznym nastroju, pełna pozytywnych emocji. Pomyślałam, że z tej okazji warto byłoby w jakiś sposób zamanifestować swoją obecność na blogu. Miałam w planach pewną notkę ( i całkiem możliwe, że opublikuję ją dziś lub jutro) jednak najpierw zabiorę się za taga, którym obdarowała mnie Simply_a_woman. Bardzo dziękuję, Kochana!


     Jak widzicie na załączonym obrazku, rzecz dotyczy moich muszmieci. Kosmetyków, które - gdyby zechciały zmaterializować się w mojej kolekcji - przywitałabym gorąco i wylewnie. Jeśli jesteście ciekawi o czym mówię, zapraszam do lektury :)

Zasady:
1. Napisz kto Cię otagował i zamieść zasady.
2. Zamieść baner tagu i wymień 5 rzeczy, które znajdują się na Twojej liście kosmetycznych zakupów. Wymień rzeczy, które zamierzasz kupić bądź te, które chciałabyś mieć.
3. Staraj się myśleć kreatywnie i nie przepisywać odpowiedzi od innych.
4. Krótko wyjaśnij swój wybór. Możesz także wkleić zdjęcie każdego kosmetyku.
5. Zaproś do zabawy 5 lub więcej blogerek.


Kosmetyczny zakup numer 1.
      Pędzle! Dużo pędzli! Odkąd weszłam w posiadanie trzech sztuk marki Sedona Lace, mam przeogromną ochotę na więcej, ale waham się myśląc o kosztach. Wiem jednak że z całą pewnością niebawem poczynię zakupy w firmie Maestro, bo już od bardzo dawna mam ochotę wypróbować ich pędzle. Zastanawiam się też nad firmą Kozłowski. W myśl zasady "cudze chwalicie, swego nie znacie", wolę dać zarobić naszym, niż na przykład MACowi czy Sigmie.

Kosmetyczny zakup numer 2.
     Ze wspomnianego przed sekundą MACa miałabym jednak ochotę na wypróbowanie któregoś ze  słynnych paint potów. Najchętniej w kolorze Soft Ochre.

Kosmetyczny zakup numer 3.
     Wciąż pozostając przy tej samej firmie, myślę o  cieniach do powiek. Ale ponieważ mam całkiem pokaźną kolekcję, ponadto jestem zakochana w cieniach Inglota (trololo) ograniczyłam się do trzech kolorów, które intrygują mnie od bardzo dawna, mianowicie: Club, Cranberry i Shadowy Lady.

Kosmetyczny zakup numer 4.
     Perfumy! Na studiach miałam niewielką, 8ml fiolkę perfum Angel Thierry'ego Muglera. Zapach ten ma ogromne grono zwolenników, jak i zagorzałych przeciwników (moje ulubione porównanie zapachu do trupów w czekoladzie rozbawia mnie do tej pory). Ich zasadniczym minusem jest koszmarna cena, przez co wciąż odkładam zakup na później, ale... już wkrótce ;)

Kosmetyczny zakup numer 5.
     To nie tyle zakup, co życzenie... Chciałabym mieć łatwy dostęp do kosmetyków marki Kiko i Illamasqua. Obserwuję obie te firmy od bardzo dawna i jestem pewna w stu procentach, że gdybym odwiedziła któryś z ich sklepów wyszłabym z niego jako bankrut. Ale za to szczęśliwy bankrut ;) 
     Markę Kiko postrzegam jako takiego "włoskiego Inglota". Mam od  nich paletkę cieni i lakier do paznokci - oba produkty wspaniałe, więc mam apetyt na więcej.
     Illamasqa to firma z moich marzeń i snów. Nie ma chyba innej, która tak bardzo rozbudziła moją wyobraźnię i pożądanie. Gdybym mogła wyniosłabym cały ich sklep! Problem w tym, że nie mają w Polsce sklepu :/


     Co do ostatniej części taga, czyli przekazania go dalej, mam kłopot. Z tego co widziałam przewędrował już przez mnóstwo blogów, pomyślałam więc że zataguję wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji go zrobić, a chcieliby podzielić się z innymi swoją wishlistą. I niech tak zostanie!



Serdecznie pozdrawiam!

sobota, 10 marca 2012

Numer Bestii, czyli recenzja rzęs KKCenterHk ES #A666

Hej, Misiaki!


     Dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić recenzji kolejnego typu rzęs od KKCenterHk. Zacznę może od tego, że jestem pod rosnącym wrażeniem ilości wzorów, modeli i marek producentów, spośród których można tam wybierać. Dopóki nie zaczęłam zagłębiać się w temat sztucznych rzęs, nie zdawałam sobie sprawy z tego jak wiele rozmaitych efektów można uzyskać przy ich pomocy. I nie mówię tu o wielkich kolorowych piórkach, którymi można wspaniale ubarwić fantazyjne makijaże, ale o rzęsach naturalnych, które mają co najwyżej podrasować odrobinę nasze własne i - nomen omen - nie rzucając się w oczy dać nam naturalnie wyglądające "firanki".
     Tym razem wybrałam sobie model ze sprawdzonej już i lubianej przeze mnie serii ES o numerze #A666

Opakowanie:

     Standardowe, czarne, tekturowe pudełeczko z białym logiem firmy. Może niezbyt trwałe, ale i tak trzymam je schowane w szufladzie, zatem nie przeszkadza mi to w znacznym stopniu.




Pojemność: 

     W opakowaniu znajduje się dziesięć różnych par rzęs, przy czym ciekawostką jest to, że dwie z nich są rzęsami przeznaczonymi specjalnie do noszenia na dolnej powiece. Zamawiając nie wiedziałam o tym, jednak w gruncie rzeczy ucieszyłam się, bo chociaż zdarzało mi się wcześniej przyklejać rzęsy na dolnej powiece, były to zwykłe, standardowych rozmiarów pary, które wyglądały zbyt dramatycznie przyklejone na dolnej linii.



Cena:

USD$16.30

Trwałość: 


     Z tym może być różnie, ale uśredniając powiedziałabym że w przypadku większości par spokojne minimum to 5 użyć. Wszystko zależy od tego jak będziemy ich używać, nakładać, zdejmować i przechowywać. Pasek mają co prawda cieniutki i przejrzysty, jednak wykonany jest z tworzywa przypominającego żyłkę, więc zalicza się do tych trwalszych.

Dostępność: 

Sklep KKCenterHk

Aplikacja i działanie: 

     Zamawiając ten model sugerowałam się głównie mnogością wzorów i przejrzystym paskiem. Jak wiecie, miałam okazję testować inne rzęsy także osadzone na przejrzystej taśmie - Cosmos - i zasugerowałam się właśnie tamtymi. Jakież było moje zaskoczenie, gdy po otwarciu przesyłki okazało się, że oba paski poza odcieniem nie mają ze sobą nic wspólnego! Zamiast typowej taśmy zobaczyłam cieniutką żyłkę. Błyskawicznie pomyślałam o rzęsach Ballerina, na równie cienkim pasku, z którymi miałam w przeszłości ogromne kłopoty przy zakładaniu. Z duszą na ramieniu zabrałam się do zakładania i... odczułam ogromną ulgę, bo obyło się bez większych trudności.
     Przede wszystkim należy przyciąć pasek, ponieważ żyłka po obu stronach jest przedłużona i służy do zamocowania rzęs w opakowaniu.
     Po nałożeniu na pasek kleju (trzeba niestety zaopatrzyć się w niego we własnym zakresie, bo opakowanie go nie zawiera), należy odczekać około 40s i dopiero wtedy przykleić rzęsy na miejsce. Warto je nieco "przypłaszczyć" do naszych naturalnych rzęs, bo mają tendencję do wędrowania ku niebu ;). Najlepiej jednak sięgnąć po starą dobrą maskarę i połączyć nią sztuczne rzęsy z naszymi. Nie lubię tego robić, bo skraca to żywotność rzęs, niestety w przypadku tego modelu to konieczne inaczej rzęsy będą widoczne.
     Muszę także uprzedzić, że o ile górne rzęsy nosi się dobrze i bezproblemowo, o tyle dolne mogą odrobinę uwierać i dawać lekkie uczucie ściągnięcia, ewentualnie odklejać się nieco na brzegach po kilku godzinach - zasługa żyłki.

A oto jak wyglądają w akcji:

     Do prezentacji wybrałam dwie pary rzęs górnych i jedną dolnych. Celowo nie sięgałam po te najbardziej naturalne, bo nie byłybyście w stanie uchwycić zbyt znaczącego efektu na zdjęciach. Wybrałam najbardziej dramatyczne z całego zestawu oraz najbardziej dramatyczne z naturalnych.



     Rzęsy górne - wyglądają zaskakująco naturalnie na rzęsach, ładnie zagęszczają nasze własne, nie rzucając się w oczy.



     Rzęsy dolne, dość widoczne po przyklejeniu, z uwagi na efekt kępek. Co nie zmienia faktu, że wyglądają bardzo ciekawie.

Powiększ dla lepszej jakości
A tak wygląda cała twarz:


 ***

     W drugiej z propozycji użyłam już najbardziej wyrazistych rzęs z opakowania - bardzo długich, smoliście czarnych, wywiniętych przez co dających efekt lalki.

Powiększ dla lepszej jakości

I raz jeszcze zdjęcia całej twarzy.


     Reasumując, jestem zadowolona zarówno z tych rzęs, jak i z efektu jaki dają. Jedyne, co mnie niepokoi to konieczność pokrycia ich tuszem w celu połączenia z naszymi naturalnymi i to, że dolne rzęsy są niestety wyczuwalne w trakcie noszenia. Poza tym nie mam zastrzeżeń.


Pozdrawiam serdecznie!


KKcenterhk125x125jpg banner

niedziela, 4 marca 2012

Złoto - Brązowy Makijaż Wieczorowy

Hej, Misiaki!!!

     Ze zgrozą myślę o tym jak dużo czasu minęło odkąd opublikowałam jakiś tutorial makijażowy... Czas nie jest moim sprzymierzeńcem, jednak podeszłam do tematu z wielką determinacją. Postanowiłam, że choćby się waliło i paliło, w tym tygodniu musi być makijaż i koniec! No i jest! A jako ciekawostkę powiem tylko, że przeleżał na moim dysku ze dwa miesiące a może i dłużej, bo wykonałam go zaraz po tym jak obcięłam włosy.





     Oczywiście byłam zbyt roztrzepana, by zapisać czego użyłam ale w gruncie rzeczy kolory, które tu zobaczycie są tak uniwersalne, że sądzę, iż z dużym prawdopodobieństwem każda z Was znajdzie coś bardzo podobnego w swojej kolekcji.




 1. Zaczynam od obrysowania oczu dookoła zagłębienia czarną kredką. Rozcieram kredkę, wyciągając ją nieco w kocie oko. Sięgam po cień w kolorze średniego brązu i utrwalam nim roztartą kreskę od załamania wzwyż.



2. Pod łukiem brwiowym nakładam matowy beżowy cień. Aby dodać oczom głębi, sięgam po czarny matowy cień i podkreślam nim załamanie powieki, jak również zewnętrzne V oka. Podkreśli to również efekt kociego oka. Podkreśliłam brwi, aby oczy zyskały wyrazistą ramę. Na ruchomą część powieki nałożyłam połyskliwy złoty cień.



3. Naniosłam odrobinę również na łuk brwiowy i wewnętrzną połowę dolnej powieki. Zewnętrzną połowę dopełniłam czernią. Przyciemniłam górną linię rzęs czarnym cieniem zamiast linera, aby całość prezentowała się bardziej miękko. Dokładnie wytuszowałam rzęsy. 






PS. Jakiś czas temu pewien Anonim napisał mi, że mój blog jest nieczytelny i depresyjny w swojej ciemnej kolorystyce. Jako wielbicielka wszystkiego co mroczne, niestety nie zrezygnuję z mojej ukochanej czerni. Postanowiłam jednak pójść na mały kompromis - stąd drobna zmiana szaty graficznej. Potraktujcie to jako moją odpowiedź na nadchodzącą wiosnę ;). Oczywiście jeśli macie jakieś sugestie co do bloga, śmiało piszcie!

Pozdrawiam,
Kat :*

sobota, 3 marca 2012

TAG: 7 grzechów głównych

HEJ, HEJ!!!

     Mam świadomość, że od ostatniego wpisu minęło mnóstwo czasu, ale czas to akurat ten pierwiastek którego ostatnio brakuje mi na wszystko. Zwłaszcza na blogowanie. Praca i nauka z nią związana pochłaniają mnie bez reszty, tak więc kiedy mam chwilę to albo czytam, albo oglądam filmy, ewentualnie coś dziergam. Postanowiłam jednak przerwać milczenie i odpowiedzieć na TAG, którym obdarowała mnie Joasia. Tym bardziej, że ostatnie dni drastycznie ograniczyły ilość blogowych wpisów jakie czytałam - co druga blogerka wrzuca teraz zdjęcia Glossy Boxów czy jak tam się to badziewie nazywa. A że mam dość spamu, więc konsekwentnie ignoruję takie śmieciowe z mojego punktu widzenia wpisy.


Tag jaki przygotowałam dotyczy grzechów urodowych. Oto jego zasady:
1. Odpowiedz na 7 pytań.
2. Utwórz osobny wpis na blogu z informacją kto cię otagował.
3. Przekaż zabawę i zasady pięciu innym blogerkom.


CHCIWOŚĆ:
Najdroższy kosmetyk, jaki kupiłaś. Najtańszy kosmetyk, jaki posiadasz.


      Najwięcej zapłaciłam za perfumy Paco Rabanne "Black XS". Kosztowały mnie 275zł, co jak na perfumy i tak nie jest najgorzej. Patrząc jednak z punktu widzenia mojego portfela był to nie lada wydatek, którego bynajmniej nie żałuję. To jeden z moich ulubionych zapachów.

     Najtańszym z moich kosmetyków jest lakier do paznokci Miss Selene za jakieś 2zł. Nic specjalnego, ale akurat wpadł mi w oko, to go sobie kupiłam.


GNIEW:
Których kosmetyków nienawidzisz, a które uwielbiasz? Jaki kosmetyk był najtrudniejszy do zdobycia?


     Z oczywistych względów nienawidzę kosmetyków, które nie wywiązują się z obietnic jakimi mamią konsumentów. Jeśli zatem płacę za tusz, który ma być pogrubiająco-wydłużający i dawać efekt sztucznych rzęs, będę wkurzona jeśli okaże się że wspomniany tusz co najwyżej zabarwi mi je na czarno. Podobną nienawiścią obdarzę każdy kosmetyk, który mnie uczuli. Z resztą do tej pory mam głęboką awersję do niektórych błyszczyków Maybelline i Rimmel.

     Uwielbiam: cienie z Inglota, podkład kompaktowy Sephora (choć szczerze nienawidzę jego absurdalnej ceny), maseczkę Tradition de Hammam z Yves Rocher, olej Khadi i... kilka innych rzeczy.

     Najtrudniejsze do zdobycia były dla mnie kosmetyki firm, do których nie mam dostępu. Choćby MAC, czy KIKO. Tych kilka produktów MAC którymi dysponuję wygrałam w konkursach, zaś KIKO dostałam w prezencie.


OBŻARSTWO: 
Jakie produkty kosmetyczne są według Ciebie najpyszniejsze?


     W dosłownym tłumaczeniu wskazałabym błyszczyki MAC, ELF, W7 i BONBONS, bo zdecydowanie mają piękne zapachy i smaki właśnie. Jeśli zaś miałabym potraktować temat z lekkim przymrużeniem oka, powiedziałabym że peeling cukrowy ze Starej Mydlarni, który pachnie wprost obezwładniająco czekoladą.


LENISTWO:
Których produktów nie używasz z lenistwa?


  Proste. Balsamów do ciała.


DUMA:
Które kosmetyki dają Ci najwięcej pewności siebie?

    
     Najwięcej pewności siebie daje mi kombinacja podkładu (obecnie BB krem Lioele Triple The Solution), korektora (trójdzielne koło Make Up Store), pudru utrwalająco-matującego (Perłowy z BU) i tuszu do rzęs, który da mi jakże pożądany efekt WOW! (Diva's Lashes marki PUPA).


POŻĄDANIE:
Jakie atrybuty uważasz za najatrakcyjniejsze u płci przeciwnej?


     Niektóre dziewczyny stwierdziły, że pytanie to nie wiąże się z tematem, więc zamiast tego opisały kosmetyki, jakie chciałyby mieć. Osobiście nie mam nic przeciwko odpowiedzi na oryginalnie zadane pytanie.
      Z mojego punktu widzenia najatrakcyjniejszymi męskimi atrybutami są: 
* Przede wszystkim pewność siebie. To coś, co zdecydowanie mnie przyciąga i co szalenie mi się podoba! Co ciekawe, często łapię się na tym, że ciągnie mnie do osobników których pewność siebie niebezpiecznie oscyluje wokół arogancji... Trochę to dziwnie o mnie świadczy, jak sądzę.
* Oczy! Spojrzenie mężczyzny potrafi zahipnotyzować. A ja lubię być hipnotyzowana.
* Szerokie ramiona, bo kojarzą mi się z siłą i poczuciem bezpieczeństwa.
* Wysoki wzrost. Sama mierzę 172cm, ponadto uwielbiam szpilki więc niestety często okazuje się, że przewyższam wzrostem wielu mężczyzn. 


ZAZDROŚĆ:
Jakie kosmetyki najbardziej lubisz dostawać w formie prezentów?


     Trudne pytanie! Łatwiej byłoby mi wymienić czego nie lubię dostawać (perfum, bo to najprostsza droga do skuchy), ale gdybym miała koniecznie wymienić jakiś produkt pewnie postawiłabym na balsamy do ciała.


Pięć innych blogerek, których grzeszki chętnie bym poznała to:

Pozdrawiam serdecznie!
Katalina