środa, 15 sierpnia 2012

Czarujące Świętokrzyskie

Hej Misiaki!

    Obiecałam wytłumaczyć się ze spadku aktywności na blogu. Otóż, jak już wspomniałam urlopowałam się. Wyjechałam do przyjaciół mieszkających w Kielcach, gdzie spędziłam kilka absolutnie fantastycznych i niezapomnianych dni! Droga była długa i męcząca, ale nie żałuję ani minuty! Wiecie jak to jest, kiedy po nieznośnie długim czasie możecie spotkać się z bliskimi osobami, pogadać, pożartować i totalnie się odstresować :). A przy okazji okazało się że okolica ma do zaoferowania całe mnóstwo atrakcji! Świętokrzyskie jest doprawdy czarujące!
     Gdzie byliśmy? Co zwiedziliśmy?

     Na pierwszy ogień poszedł jeden z najpiękniejszych obiektów jakie kiedykolwiek widziałam - ruiny zamku Krzyżtopór w Ujeździe.




     Marzyłam żeby go zobaczyć, odkąd dowiedziałam się o jego istnieniu kilka lat temu. I powiem Wam, że na żywo wygląda o wiele bardziej majestatycznie niż na zdjęciach, chociaż smutno się robi na duszy widząc jak bardzo zniszczony jest cały obiekt. Mam cichą nadzieję, że ktoś zadba o niego póki jest jeszcze czas, bo zbrodnią byłoby pozostawić go na pastwę losu.


Ciekawa prawidłowość - ciągnie mnie wszędzie tam gdzie widzę "zabronione" :P

     W sumie, na zamku spędziliśmy ładnych kilka godzin! Wchodziliśmy wszędzie tam, gdzie tylko byliśmy w stanie... A czasem nawet i tam, gdzie nie byliśmy w stanie - w myśl zasady "JA NIE DAM RADY?!"


     ... nie zawsze w 100% na serio ;)



     Wchodziliśmy do niewielkich pomieszczeń...


... jak i wielkich sal.


Tropiliśmy dawnych właścicieli zamku na tablicach wmurowanych dookoła dziedzińca...


Przemykaliśmy korytarzami większymi...


... i mniejszymi.



     Nawet piwnicom nie daliśmy spokoju. Czy aby na pewno zamek nie jest nawiedzony? Słowem, weszliśmy wszędzie tam, gdzie tylko znaleźliśmy wejście. Nie obyło się bez atrakcji, mianowicie tak się złożyło, że trafiliśmy na... plan filmowy. Akurat kręcono kilka scen do "Gabriela" (trafi do kin w 2013r.). 
     A propos planów filmowych. Wiedzieliście, że na zamku Krzyżtopór jeden z teledysków kręciła Justyna Steczkowska? :)

     Kiedy już opuściliśmy Ujazd, okazało się, że w okolicy Kielc znajdują się jeszcze jedne piękne i warte zwiedzenia ruiny. I tak trafiliśmy na Podzamcze Piekoszowskie, gdzie stoją pozostałości po pałacu magnackim Jana Aleksandra Tarły. Miejsce doprawdy magiczne, jednak zdewastowane do granic możliwości. Krążą na jego temat legendy, jakoby gdzieś w podziemiach był ukryty skarb. Być może, jednak jedynymi skarbami jakie udało nam się znaleźć były "XX wieczne freski naścienne" i góry śmieci. A jednak mimo tego wszystkiego obiekt mnie zachwycił. 

Widok od frontu

Tył posiadłości

Widok z boku

      Również i tutaj musieliśmy liczyć się z nadprogramowymi gośćmi, przy czym tym razem nie była to ekipa filmowa, a grupa nastolatek cykająca sobie "słit focie"... Niezależnie od wszystkiego, wrażenia ze zwiedzania - niesamowite!

Tam dalej kiedyś była podłoga... Do dzisiaj pozostał niestety tylko portal wejściowy wieńczący klatkę schodową z rozpadającymi się schodami.


Tak wygląda główne wejście do pałacu. Niesamowicie malownicze!


A tak prezentuje się jedna z czterech wież.

     Bardzo chcieliśmy wejść na wyższe kondygnacje, jednak schody, które niegdyś były zlokalizowane w dwóch z czterech wież rozpadły się. Nigdzie nie znaleźliśmy w miarę bezpiecznej drogi, którą moglibyśmy dostać się na górę, jednak jeśli jeszcze kiedyś nadarzy się okazja, żeby tam wrócić zdecydowanie coś wymyślimy!
     Kiedy tak chodziliśmy, nie sposób było uciec od myśli w stylu "ciekawe jak ten pałac wyglądał zanim popadł w ruinę". I wiecie co? Nie musieliśmy się domyślać! Tak się bowiem składa, że pałac magnatów w Podzamczu Piekoszowskim jest zminiaturyzowaną kopią Pałacu Biskupów Krakowskich znajdującego się w samym centrum Kielc!

     Jest z tym związana pewna zabawna historia. Otóż pewna anegdota głosi, że podczas jednej z imprez zorganizowanych przez biskupa krakowskiego Jakuba Zadzika ów odrzucił zaproszenie Jana Aleksandra Tarły, mówiąc pogardliwie, że "po chałupach nie jeździ". Urażony magnat miał jakoby wynająć tego samego architekta, który projektował pałac biskupa i powierzyć mu budowę swojej posiadłości. Ciężko stwierdzić ile prawdy jest w tej historii, nie mniej jednak podobieństwo obu obiektów jest bezdyskusyjne!

     Kolejnym miejscem, które zwiedziliśmy była Karczówka czyli wzniesienie znajdujące się na południowy zachód od centrum Kielc. Mieści się tam klasztor pobenedyktyński, którym aktualnie opiekują się księża pallotyni. Ze wzniesienia roztacza się malowniczy, zapierający dech w piersiach widok.


     Na koniec trafiliśmy do Kadzielni. Byłam zszokowana tym, że można znaleźć takie miejsce praktycznie w samym centrum miasta! Najbardziej wpadła nam w oko tzw. Skałka Geologów, niestety nie mogliśmy wdrapać się na samą górę, bo jakaś para postanowiła się tam "zagnieździć".

Skałka Geologów w Kadzielni

Nie-do-końca-lokalna czarownica...
     Trochę mi szkoda, że nie trafiliśmy na Łysą Górę. Coś czuję, że poczułabym się tam jak w domu ;) Tak pokrótce prezentują się moje świętokrzyskie wojaże. Fantastyczna podróż! Najlepsze towarzystwo, jakie mogłabym sobie wymarzyć! Niezapomniane wrażenia! To zdecydowanie jeden z moich najlepszych urlopów i ogólnie wyjazdów wakacyjnych od lat!

A Wy jak spędzacie lato?