niedziela, 14 grudnia 2014

Jak to jest z tym MACiem?

     Jak to jest z tym MACiem? Marka ta znana jest w zasadzie każdemu entuzjaście makijażu, niezależnie od tego, czy jedynie podziwia pracę innych, czy też sam praktykuje. Marka, która wypłynęła na szerokie wody wraz z popularyzacją serwisu YouTube. Dam głowę, że wielu spośród Was ma, lub marzy o tym, by mieć choć jedną rzecz z "magicznym", trzyliterowym logo.




     Sama przez długi czas nie miałam dostępu do wspomnianych kosmetyków i mogłam co najwyżej popatrzeć sobie na nie, kiedy zagraniczne youtuberki używały ich w akcji. Było to z jednej strony frustrujące, z drugiej nieustannie budowało we mnie chęć posiadania. Nie zapominajmy też o całym marketingu konsekwentnie rozkręcanym wokół marki. MAC uchodzi w końcu za jedną z domyślnie wybieranych marek wśród profesjonalistów na całym świecie.




     Dla osoby, która nigdy nie miała okazji używać jakiegokolwiek kosmetyku MAC, moment pierwszego osobistego zetknięcia się z takowym z pewnością pozostanie w pamięci na długi czas. Wiem, bo sama pamiętam "swój pierwszy raz" ;).
     Kiedy już uda nam się zdobyć upragniony przedmiot, zaczynamy go używać, poznawać jego możliwości i porównywać z innymi produktami, którymi dysponujemy. I co się wtedy okazuje? 




     W moim przypadku konkluzja była taka, że owszem, MAC jest firmą dobrą, jednak z całą pewnością nie wybitną. Do tej pory przez moje ręce przewinęły się rozmaite kosmetyki tej firmy. Od Fix + i płynu dwufazowego do zmywania makijażu, przez Paint Poty, cienie do powiek, pigmenty, pomadki, błyszczyki, eyelinery w różnej postaci, sztuczne rzęsy, aż po kosmetyki podstawowe takie jak tusz do rzęs, korektor, róż, czy bronzer. Nie będę się rozpisywała szczegółowo na temat każdego z wymienionych produktów - poprzestanę na mało odkrywczym w gruncie rzeczy stwierdzeniu, że jak w przypadku każdej firmy kosmetycznej, tak i u MACa znaleźć można sztuki wybitne, jak i te całkiem przeciętne.




     Weźmy choćby taki Fix +, który jest w gruncie rzeczy niczym innym, jak sprayem odświeżająco-wykańczającym. Wbrew powszechnej opinii nie ma właściwości utrwalających makijaż, a jego główną zaletą, jak podkreśla wiele użytkowniczek, jest pozbawianie makijażu efektu pudrowości. Dość mało, jak na specyfik, za który trzeba zapłacić 90zł, a który z powodzeniem można zastąpić choćby wodą termalną w aerozolu.




     Cienie do powiek i pigmenty to temat nieco bardziej złożony. Oferta MAC jest przebogata, oferuje nie tylko wiele kolorów, ale i wykończeń. Jestem zdania, że po cienie i pigmenty warto sięgać... ale tylko wtedy gdy w grę wchodzi kolor, którego nie spotkamy nigdzie indziej. Cena cieni waha się od 50+ do 70+ złotych w zależności od serii, zaś pigment to wydatek rzędu niemal 100zł za fiolkę. Niemało. Jakościowo są dobre, jednak moim zdaniem nie aż tak dobre, by uzasadnić tak wysoką cenę. Zwłaszcza że mamy dostęp do równie dobrych, a niekiedy wręcz lepszych cieni kosztujących ułamek kwoty, jaką należałoby przeznaczyć na MACa.
     Z drugiej strony tym, w co zdecydowanie warto zainwestować są Paint Poty! Zwłaszcza te w podstawowych kolorach, ponieważ sprawdzają się idealnie nie tylko jako cienie w kremie, ale również jako baza pod cienie. Są niesamowicie trwałe - wytrzymują na powiekach calutki dzień. Zawsze jak któregoś użyję, mam pewność że choćby się waliło i paliło, mój makijaż oczu wytrwa aż do demakijażu.




     Spośród eyelinerów, zdecydowanie godnymi uwagi są żelowe Fluidline'y. Jak podkreślałam wielokrotnie, mam problem ze łzawiącymi oczyma, a przez to muszę liczyć się z tym, że to i owo spłynie mi w ciągu dnia. Fluidline'y są jednymi z trwalszych żelowych linerów, z jakimi miałam do czynienia. Owszem, one również w pewnym stopniu się wypłukują, jednak w porównaniu z innymi, których używałam wypadają bardzo dobrze.
     Z kolei płynne linery w kałamarzu są przeciętne i w moich oczach absolutnie zastępowalne. Świetną alternatywą będą tutaj produkty Sephory, czy nawet Manhattanu. Jakość jest bardzo porównywalna, zaś cena niewspółmiernie lepsza!




     Stosunkowo niewiele miałam do czynienia z pudrowymi kosmetykami do twarzy MAC. Jak dotąd wypróbowałam tylko bronzer i róż. Z pewnością kiedyś skuszę się w celach porównawczych na Mineralize Skinfinish Natural, jednak to co mogę powiedzieć w tym momencie na temat wspomnianego różu i bronzera, raz jeszcze sprowadziłoby się do krótkiego: "dobre, ale nie wybitne".
    Na korzyść tych kosmetyków przemawia ich tekstura - bardzo delikatna i przyjemna, umożliwiająca łatwą aplikację, nie nastręczająca kłopotów przy rozcieraniu. Pigmentacja jest przyzwoita, choć zaryzykuję stwierdzenie, że analogiczny produkt przykładowo od Sleeka wyprzedziłby pod tym względem MACa o kilka długości. Trwałością również nie porywają. O ile bronzer wytrzymuje na twarzy większość dnia, o tyle róż znika już po kilku godzinach. Mam swoich faworytów w obu tych kategoriach i MAC zdecydowanie nie jest w stanie im zagrozić.




     Z podkładami nie miałam przyjemności, ale i jakoś się nie rwę do testów, bo znalazłam już swój ideał. Natomiast korektory wzbudziły moje spore zainteresowanie. Zastanawiałam się nad Pro Longwear i prawdopodobnie kiedyś go wypróbuję, jednak póki co używam wersji Studio Finish. Jest to kosmetyk dobry, stosunkowo trwały i możliwy do stosowania również jako podkład, choć tutaj sporo zależy od wybranego koloru i kondycji Waszej skóry. Kosztuje 77zł. 
     W tej samej cenie mogłybyście kupić... 6 korektorów Catrice Camouflage Cream, które są bardzo podobne - tak pod względem opakowania, jak i w działaniu do Studio Finish MACa. Catrice jest odrobinę bardziej kremowy i minimalnie mniej trwały, jednak zupełnie szczerze, spośród tej dwójki wybrałabym korektor Catrice.




     Z pomadkami i błyszczykami jest jak z cieniami i pigmentami - mnogość kolorów i wykończeń może przyprawić o zawrót głowy. Te, których dotąd używałam okazały się naprawdę warte uwagi i nie mam im nic do zarzucenia... z wyjątkiem ceny ;). Jestem świadoma tego, że bez problemu dostanę szminkę porównywalnej jakości za mniejsze pieniądze, ale od czego jest program Back 2 MAC?

     Podsumowując cały powyższy wywód mogę powiedzieć, że lubię kosmetyki MAC. Żaden z nich jak dotąd mnie nie rozczarował, choć wiele z nich ma moim zdaniem zdecydowanie zawyżoną cenę. Wszystko jak zwykle sprowadza się do indywidualnych preferencji, tego ile jesteśmy skłonni przeznaczyć na kosmetyki oraz jak ważne jest dla nas logo. Z mojej perspektywy MAC to bardziej instytucja, prestiżowa marka. Oferuje kosmetyki dobrej jakości, jednak konkurencja nie śpi - wystarczy rozejrzeć się tu i tam, by w wielu przypadkach znaleźć równie dobre, jeśli nie lepsze alternatywy.


     Jestem bardzo ciekawa Waszej opinii na temat kosmetyków MAC. Których używałyście? Jakie wrażenie na Was wywarły? Jak oceniacie stosunek ceny do jakości? Które spośród nich poleciłybyście innym?


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina :*