niedziela, 25 stycznia 2015

Recenzja: Max Factor Clump Defy Extensions False Lash Effect

     W przeszłości nie raz zdarzało mi się dzielić z Wami swoimi doświadczeniami i spostrzeżeniami na temat różnych używanych przeze mnie tuszy do rzęs. Zdecydowana większość z nich nie wychodziła naprzeciw moim oczekiwaniom, a w tym przypadku są one niestety duże. Nie tak dawno korzystając z jednej z promocji kupiłam dwie maskary Max Factor, marki która moim zdaniem produkuje jedne z lepszych tuszy drogeryjnych na rynku. Mój wybór padł na Clump Defy Extensions False Lash Effect oraz na Masterpiece Transform High Impact Volumising Mascara. Dzisiaj chciałabym napisać kilka słów na temat pierwszego z typów.




     Clump Defy przez wielu uważany jest za zamiennik tuszu Clump Crusher marki Covergirl. Istotnie obie marki wchodzą w skład jednego koncernu i mają w swojej ofercie produkty łudząco do siebie podobne, różniące się najczęściej tylko nazwą i opakowaniem. Aby nie przeciągać wstępu dodam tylko, że nasłuchałam się pieśni pochwalnych na temat Clump Crusher'a, co w konsekwencji zmotywowało mnie do zakupu Clump Defy. Jak wypadł w zderzeniu z moimi oczekiwaniami?
    
Dostępność: 
Produkt ogólnodostępny.

Cena: 
W drogeriach cena oscyluje wokół 50zł, ale w sklepach internetowych można go dostać dużo taniej.

Pojemność: 
13,1 ml

Trwałość:
6 miesięcy od otwarcia




Opakowanie:
Charakterystyczne dla większości maskar Max Factor, nieco "zeppelinowate" w kształcie. Wygląda całkiem ciekawie patrząc przekrojowo na opakowania innych drogeryjnych maskar.
Szczoteczka wykonana jest z tworzywa i ma półokrągły kształt, który w domyśle ma zapewne pomagać podkręcać rzęsy w trakcie tuszowania.




Konsystencja:
Dość "cienka", płynno-kremowa.

Aplikacja i działanie:
Zacznę od tego, że czuję się wprowadzona w błąd. Po produkcie, w nazwie którego widzę "clump defy" oraz "false lash effect" spodziewam się dokładnego rozczesywania oraz obiecanego  efektu sztucznych rzęs. Co dostałam? Przyzwoity tusz, który zapewnia typowo dzienny, raczej nie rzucający się w oczy efekt.
Maskara tyle na ile to możliwe niweluje powstawanie grudek na rzęsach, dość dobrze je rozczesuje, jednak bynajmniej nie czyni spojrzenia wyrazistym. Nie wydłuża, nie pogrubia rzęs, nie dodaje im dramatyzmu, a już z całą pewnością nie jest w stanie zapewnić efektu porównywalnego z tym jaki dają sztuczne rzęsy. Aby nie być gołosłowną, na załączonych zdjęciach możecie zobaczyć jak wyglądają moje rzęsy pokryte dwiema warstwami Clump Defy. Specjalnie nie rozczesywałam ich grzebyczkiem, żeby było widać rzeczywiste działanie maskary. Jest OK. Po prostu OK, ale bez żadnych zachwytów. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby tuszu nie reklamowano pod hasłem "false lash effect", jednak w tej sytuacji jest to dla mnie po prostu obietnica bez pokrycia i mocno na wyrost.




Czy polecam:
Jeśli jesteście wielbicielkami typowo dziennego makijażu, prawdopodobnie będziecie zadowolone z tego co ma do zaoferowania wspomniany tusz. Jeśli jednak tak jak ja lubicie bardzo wyraziste i mocno podkreślone rzęsy, Clump Defy raczej nie przypadnie Wam do gustu. 

Szczerze mówiąc czuję się rozczarowana, ale dobre jest chociaż to, że za tusz zapłaciłam połowę jego regularnej ceny, więc rozstanę się z nim bez sentymentów.


Pozdrawiam ciepło,
Katalina