piątek, 25 grudnia 2015

Zoeva Cocoa Blend

     Ostatnio podzieliłam się z Wami swoją opinią na temat palet Naked od Urban Decay. Pozostając w temacie palet, tym razem chciałbym opisać wrażenia z używania Cocoa Blend marki Zoeva. Mam ją od kilku tygodni i w tym czasie zdążyłam całkiem nieźle poznać jej możliwości. Zapewne wielu z Was jest ona dobrze znana, jednak być może są tu i tacy, którzy nie mieli styczności z paletami Zoevy. Jakkolwiek by nie było, zapraszam dalej :)





Dostępność:
Sklepy internetowe

Cena:
73,90zł

Pojemność:
10 x 1,5gr / 10 x 0,05 oz

Trwałość:
36M




Opakowanie:
Kartonowe, magnetyczne, bez lusterka. Smukłe i estetyczne. Praktyczne w podróży, ponieważ nie zajmuje dużo miejsca i dobrze chroni cienie przed zniszczeniem.




Konsystencja i wykończenie:
Tutaj zatrzymam się na dłużej, ponieważ Cocoa Blend zawiera cienie o różnych wykończeniach i pigmentacji. 
Idąc po kolei:
Bitter Start - jasny, matowy beż. Nieco jaśniejszy od mojej karnacji, co czyni go idealnym kolorem do cieniowania łuku brwiowego. Odrobinę pyli.
Sweeter End - średni, szarawy beż o satynowym wykończeniu. Dość sucha konsystencja. Idealny do makijażu dziennego.
Warm Notes - perłowo-metaliczny burgund o nieco kremowej formule i obłędnej pigmentacji. Jeden z moich ulubionych kolorów w palecie. 
Subtle Blend - perłowo-metaliczny cień o rdzawo-brązowym kolorze. Formuła i pigmentacja równie dobra jak w przypadku Warm Notes.
Beans Are White - matowy, ciemny brąz o odcieniu gorzkiej czekolady. Całkiem nieźle napigemntowany. Nieco odbarwia skórę - wymaga dokładnego demakijażu.
Pure Ganache - perłowo-metaliczne ciepłe, rudawe złoto. Konsystencja jakby kremowa, obłędna pigmentacja.
Substitute For Love - matowy jasny brąz o słabiutkiej pigmentacji. Najsłabsze ogniwo palety. 
Freshly Toasted - matowy, czerwonawy brąz o średniej pigmentacji. Dość suchy i tępy cień.
Infusion - ciemny, szaro-śliwkowy mat ze złotymi drobinkami. Przyzwoita pigmentacja dość sucha i tępa konsystencja. Podobnie jak Beans Are White nieco odbarwia skórę.
Delicate Acidity - perłowy, przydymiony fiolet o bardzo dobrej pigmentacji. Nieco kremowa konsystencja.

Moim zdaniem perełkami w tej palecie są cienie metaliczne. Mają cudowną, jakby kremową konsystencję i wprost obłędną pigmentację. Maty są dość suche, nieco pylą, a ich pigmentacja bywa różna. Największym rozczarowaniem jest bez wątpienia Substitute For Love. Trzeba go solidnie napakować, aby był widoczny. Cienie mają tendencję do znikania w trakcie rozcierania - warto mieć to na uwadze i zainwestować w bazę pod cienie. 





Zapach:
Bezzapachowe

Aplikacja i działanie:
Jak wspomniałam, cienie te lepiej sprawują się z bazą. Aplikacja jest w dużym stopniu uzależniona od konkretnego cienia i jego wykończenia. Maty są dość kapryśne, raczej tępe w konsystencji, nieco pylą i różnią się między sobą pod względem pigmentacji. Perły za to nakładają się jak marzenie, są piękne, głębokie i błyszczące. Tym, co może denerwować niektóre osoby jest fakt, że podczas rozcierania w dużym stopniu gubi się intensywność kolorów. Może się zatem okazać, że trzeba będzie wklepać kolejną warstwę cieni aby uzupełnić ich natężenie.





Czy polecam:
Sumując wszystkie "zady i walety" Cocoa Blend, uważam, że warto przyjrzeć się jej bliżej i poeksperymentować z nią. Jest świetnie skomponowana kolorystycznie. Widać również, że przemyślano dokładnie to, które cienie powinny być matowe, a które nie. Owszem, zawiera kilka bardzo intensywnych kolorów, jednak paradoksalnie uważam, że jest to idealna paleta do makijażu dziennego z dużym potencjałem do tworzenia również malunków wieczorowych.


Miałyście okazję używać którejś z palet Zoevy? Jakie macie przemyślenia na ich temat? Które z nich poleciłybyście innym, a które lepiej Waszym zdaniem pominąć?


Pozdrawiam serdecznie,
Katalina



niedziela, 13 grudnia 2015

Czy warto inwestować w palety Urban Decay Naked 2 i Naked 3?

     Palety Naked firmy Urban Decay - zna je każdy entuzjasta makijażu, nawet jeśli nie miał z nimi do czynienia osobiście. To ta grupa produktów, o której w swoim czasie mówili wszyscy. Już sama liczba podróbek wypuszczonych na rynek najlepiej obrazuje to jak dużą popularnością cieszyły - i wciąż cieszą się - wspomniane palety. Firma Urban Decay swoimi "golasami" zapoczątkowała trend, który mimo upływu lat nie słabnie. Byłam jedną z tych osób, które obejrzawszy 1001 pełnych entuzjazmu recenzji zapałała żądzą posiadania i w efekcie jakieś 1,5 roku temu kupiłam Naked 2 i Naked 3. Jak z perspektywy czasu oceniam ten zakup?




     Zupełnie szczerze, myślę, że nie kupiłabym ponownie żadnej z tych palet. Pozwólcie, że wyjaśnię dlaczego. Najprościej będzie mi to zobrazować na przykładzie zestawienia argumentów 'za' i 'przeciw'.

Opakowania - Z mojej perspektywy jeden z głównych atutów wspomnianych palet, przynajmniej 2 i 3, które posiadam, jednak wiem skądinąd, że są osoby, które zdecydowanie wolą welurowe opakowanie oryginalnej Naked. 

Duży wybór odcieni neutralnych - Na tym opiera się cała idea: aby było neutralnie, bez "głośnych" kolorów, które nie każdemu nosi się komfortowo. To czyni każdą z palet Naked niezwykle uniwersalną. Każdy znajdzie wśród nich tę najwłaściwszą dla siebie. Ciepłą, chłodną, różowawą, matową, wieczorową... Cała kolekcja liczy sobie obecnie sześć palet, więc jest z czego wybierać.

Wygoda używania - Mój typowy poranek to taki mały wyścig z czasem. Zazwyczaj jestem niewyspana i ostatnie na co mam ochotę to kombinowanie z makijażem. Owszem, poświęcam mu chwilę każdego ranka, jednak skomplikowane cieniowanie powiek nie jest moim priorytetem. Neutralna paleta niesamowicie ułatwia zadanie w takich wypadkach. Jest idealna do codziennego makijażu.

Praktyczne w podróży - Prowadzę raczej "stacjonarny" tryb życia, jednak dla tych z Was, które często podróżują, zapewne nie bez znaczenia jest to jak zabezpieczyć kosmetyki, aby nie rozsypały się po drodze w drobny mak. Opakowania palet Naked - niezależnie od wariantu - są na tyle wytrzymałe i praktyczne, by spokojnie sprawdzić się w podróży.

Cena - Podstawowe kryterium dla wielu konsumentów. Ceny palet Naked wahają się w zależności od źródła, jednak zazwyczaj są odczuwalne dla portfela. Z mojego punktu widzenia, wcale nie są atrakcyjne, w dodatku nie bronią się - nie, skoro możemy bez problemu kupić tańszą, niekiedy lepszą paletę innej firmy.

Kolorystyka - To co dla jednych jest atutem, dla innych będzie wadą, wiadomo. Jednak w tym przypadku nie chodzi mi li tylko o brak kolorów jako takich. Mój główny "zarzut" to fakt umieszczenia w jednym zestawie cieni, które niemal nie różnią się między sobą po nałożeniu. Widać to zwłaszcza w przypadku Naked 3. W efekcie okazuje się, że przykładowo na 12 kolorów tak naprawdę używamy może z 6.

Wykończenia - Mogę wypowiadać się wyłącznie na temat palet, które posiadam i tym razem będzie to uwaga głównie do Naked 3. Firma Urban Decay znana jest ze świetnej jakości cieni do powiek, jednak nawet im zdarza się umieścić w zestawach "zonki". Mówię o dwóch cieniach: 'Dust' i 'Blackheart'. Oba są brokatowe, ciężkie we współpracy, osypują się, nie wyglądają po nałożeniu jakoś przesadnie fantastycznie... generalnie uważam że nie trzymają poziomu firmy i nie są warte swojej ceny. 

Konkurencja - Jak pisałam wcześniej, firma UD zapoczątkowała trend. Byli pionierami, ale rynek nie spał. W efekcie mamy ogromny wybór neutralnych palet w rozmaitych kategoriach cenowych. Porównując dostępną ofertę, uważam że w wielu przypadkach uczeń przerósł mistrza. Osobiście, z dużo większą przyjemnością sięgam po Warm Neutrals Sigmy, czy też Chocolate Bar marki Too Faced. Obie wymienione przeze mnie palety są w mojej ocenie lepszej jakości oraz zostały lepiej skomponowane kolorystycznie.


     Podsumowując, nie chcę w żadnym wypadku insynuować, że "golasy" od Urban Decay są złe. Wiele przemawia na ich korzyść, jednak z mojej perspektywy najbardziej miarodajnym kryterium jest przyjemność z użytkowania. Mam w obu paletach kilka kolorów, które naprawdę lubię i po które sięgam z przyjemnością, jednak patrząc na nie globalnie, nie są moim pierwszym wyborem. Mam je, więc ich używam, jednak zakupu nie ponowię. Tym bardziej mając możliwość samodzielnego skompletowania zestawu idealnego np w Inglocie, który moim zdaniem jakościowo kompletnie nie odbiega od UD.


     Jestem ciekawa Waszego zdania co do powszechnie reklamowanych palet, nie tylko tych od Urban Decay. Posiadacie którąś z nich? Jakie macie przemyślenia na ich temat? Uważacie że są warte swojej ceny? Kupiłybyście je ponownie?

Pozdrawiam,
Kat :*